szydlo

ZAPOMNIANY HOLOCAUST

 

R. Lucas był amerykańskim historykiem, który po napisaniu pracy o takim właśnie tytule (Forgotten Holocaust), był obiektem gigantycznej fali ostracyzmu uniwersyteckich elit w USA. Stało się tak, bowiem odniósł on określenie Holocaust do Polaków wykazując, iż byli oni obiektem niemieckiego ludobójstwa w czasie II wojny światowej podobnie jak Żydzi. Jest to oczywiste dla każdego, które nawet w „Wikipedii” zapozna się z treścią hasła „Generalplan Ost”. Jednak zrozumienie istotnej treści tego problemu przekracza jak widać możliwości intelektualne owych elit, o zwykłych obywatelach Izraela nie wspominając.

Co także istotne, samo pojęcie ludobójstwa jako zbrodni podlegającej karaniu przez społeczność międzynarodową zostało stworzone przez Polaka żydowskiego pochodzenia Rafała Lemkina i w swej oryginalnej postaci obejmowało niemieckie zbrodnie popełniane na Żydach, Polakach i Cyganach. Tak też ujmowano to zagadnienie przy okazji procesów norymberskich czy procesów innych zbrodniarzy, dopóki jeszcze Republika Federalna Niemiec w ogóle ich ścigała.

Dzisiaj niemal 75 lat po wojnie nastąpiło całkowite zawłaszczenie tego pojęcia wyłącznie przez Żydów, zaś Polacy zostali wskutek uporczywej propagandy ostatniego półwiecza, sklasyfikowani jako współsprawcy Holocaustu.

Nie miejsce aby analizować tu przyczyny tego zjawiska i jego przebieg. Jego skutkiem jest trwająca afera, dla której casus belli stały się prace nad ustawą o IPN. Paradoksalnie rozpętana przez izraelskie elity polityczne histeria stwarza jednak szansę na przełamanie schematu, stworzonego przez minione lata przez niemiecką propagandę historyczną, przy udziale części wpływowych środowisk żydowskich.

 

Prawdziwe powody afery

 

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że kwestia określonej treści postanowień zawartych w nowelizacji polskiej ustawy, była w tej sprawie zagadnieniem drugorzędnym. Dwie kwestie miały tu znaczenie fundamentalne.

Po pierwsze walka polityczna tocząca się w Izraelu pomiędzy głównymi siłami politycznymi. Uznały one zgodnie, że wzniecenie fali antypolonizmu opłaci się im w kontekście nadchodzących wyborów parlamentarnych. Do tego zakładały, że wystarczy tylko głośniej krzyknąć o polskim antysemityzmie, a Polska podkuli ogon pod siebie i grzecznie – jak to się działo dotąd dotąd – przytaknie i przeprosi, ponownie samobiczując się jak współsprawca ludobójstwa (tak jak to czyniły elity polityczne i zwłaszcza „kulturalne” III RP).

Po drugie, niewątpliwie ważniejsze, jako podstawowy w perspektywie problem jawi się kwestia roszczeń działających głównie w Stanach Zjednoczonych organizacji żydowskich, do majątku należącego niegdyś do polskich Żydów.

Przyjrzyjmy się temu drugiemu problemowi. Jest on ściśle związany z będącą w fazie tworzenia amerykańską ustawą mająca wspierać roszczenia żydowskie, jak również polskimi pracami nad ustawą reprywatyzacyjną. Środowiskom żydowskim przed wybuchem afery udało się zaangażować znaczące siły amerykańskiego Kongresu w prace nad kwestią restytucji mienia żydowskiego. Co istotne i co jest na różne sposoby kamuflowane, profitentami ewentualnej restytucji mienia Żydów pomordowanych w czasie wojny nie mają być co do zasady ich rodziny, ale właśnie różne organizacje żydowskie, przede wszystkim te z USA. Ten model został już przećwiczony przy okazji walki ze szwajcarskim bankami, które pod naporem tych środowisk ugięły się o dokonały wypłat głównie właśnie na rzecz amerykańskich organizacji. Co jednak niezwykle ważne to fakt, iż ówczesne starania środowisk żydowskich prowadzone były równolegle z naciskiem władz amerykańskich na Szwajcarię, związanych z walką o demontaż obowiązujących tam reguł tajemnicy bankowej. Amerykanie mieli tu wsparcie wielu innych rządów i ten skoordynowany nacisk zmusił Szwajcarów do poważnych ustępstw na wszystkich odcinkach. To ważna lekcja, o której należy dzisiaj pamiętać.

 

USA i ich stanowisko wobec afery

 

Od początku zamieszania wywołanego przez ambasador Izraela wiadomo było, iż kluczową rolę odegra w sprawie postawa Amerykanów. Wydaje się, że dla polityków izraelskich było oczywiste, że uzyskają – jak zawsze dotąd – z tego kierunku pełne i bezwarunkowe wsparcie. W mojej ocenie widać wyraźnie, iż nic takiego nie nastąpiło, a ewidentny spadek napięcia po stronie izraelskiej jest konsekwencją zrozumienia, że nic takiego nie nastąpi.

 

Ze strony amerykańskiej usłyszeliśmy bowiem stanowisko wyrażone przez Departament Stanu oraz list grupy kongresmenów znanych z bezkrytycznego stosunku do Izraela. Jednak – wbrew pozorom – nie należących do najbardziej wpływowych środowisk w amerykańskich władzach. Pamiętać należy, że oświadczenia Dep. Stanu choć oczywiście ważne, nie są jednak ostatecznym wyrazem stanowiska władz USA. O ostatecznym kierunku ich działania decydują Prezydent oraz Sekretarz Stanu, którzy często przechodzą do porządku dziennego nad treścią różnych takich oświadczeń. W tym kontekście nawet wypowiedź R. Tillersona w tej sprawie, uznać należy za bardzo – z punktu widzenia izraelskiego – oględną. Trzeba jednak zauważyć, iż nawet treść komunikatu Dep. Stanu musiała być dla polityków izraelskich zimnym prysznicem. Zamiast bowiem usłyszeć jednoznaczne potępienie Polski spotkali się ze stwierdzeniami, iż oba kraje są strategicznymi sojusznikami USA (to samo powiedział Tillerson). Już tylko takie zestawienie obu krajów na tym samym poziomie musiało być dla Jerozolimy gigantycznym szokiem. Na przestrzeni ostatnich 70 lat Izrael zajmował bowiem w sposób niekwestionowany pozycję najważniejszego strategicznego sojusznika USA. Zrównanie Polski z pozycją Izraela było więc potężnym ciosem dla liderów tego państwa.

Jednak takie postawienie sprawy przez administrację amerykańską, nie jest czymś zaskakującym. Jest to oczywiste w świetle strategii bezpieczeństwa narodowego przyjętej przez administrację prezydenta Trumpa, która będzie bez wątpienia obowiązywać wszystkie instytucje amerykańskie do końca 2024 roku (bo nie wątpię że Trump obroni drugą kadencję). Polska jako kluczowy kraj wschodniej flanki NATO, jest dzisiaj  i na najbliższy okres w centrum strategicznych interesów USA. Jest tak bowiem Rosja została uznana w tejże strategii jako główny przeciwnik, a właśnie wschodnia flanka ma odgrywać kluczową rolę w powstrzymywaniu antyamerykańskiej ekspansji tego kraju. Dowodem jak poważnie Amerykanie traktują to zagadnienie jest choćby decyzja o znaczącym zwiększeniu środków na wzmocnienie wschodniej flanki już w kolejnym roku budżetowym, zgoda na zakupy najbardziej zaawansowanych technologii wojskowych przez Polskę czy coraz mocniejsze głosy konieczności translokacji gros sił amerykańskich z Niemiec do Polski.

Pomijając zatem osobiste uwarunkowania Trumpa, który wcale nie jest nie tylko filosemitą, ale też nie ma żadnych osobistych powodów aby być promotorem żydowskiego lobby w Ameryce, kluczowe są dlań obecnie następujące elementy:

  1. Jak wskazano wyżej, Polska stała się kluczowym partnerem USA w kluczowym dla skuteczności amerykańskiej strategii punkcie.
  2. Polska jest zapewne najbardziej obecnie lojalnym partnerem USA.
  3. Polska jest krajem, który dokonuje w USA liczących się zakupów broni, co ma przecież olbrzymie znaczenie dla amerykańskiej gospodarki,
  4. Polska odgrywa kluczową rolę w organizowaniu krajów Międzymorza, jako potencjalnie skutecznej przeciwwagi z jednej strony dla swobody rosyjskiej penetracji Europy, z drugiej zaś dla nieograniczonej pozycji Niemiec w Europie.
  5. Polska i Międzymorze są również potencjalnie bardzo poważnym odbiorcą amerykańskich surowców energetycznych.

Przyjrzyjmy się co z drugiej strony daje Ameryce sojusz z Izraelem.

  1. Utrzymanie zdolności istnienia Izraela kosztuje Amerykę dziesiątki miliardów dolarów rocznie.
  2. Izrael stał się dziś obiektem gigantycznego zagrożenia ze strony Iranu, który jest wspierany przez Rosję – uratowanie pozycji Izraela w regionie będzie kosztować Amerykę bardzo wiele i wiązać się będzie z daleko idącym ograniczeniem swobody manewru strategicznego przynajmniej na Bliskim Wschodzie.
  3. Izrael generuje olbrzymią niechęć nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale również w większej części Europy oraz Azji. Sytuacja ta coraz bardziej ogranicza swobodę ruchów Ameryki.

Już tylko to, przecież niepełne zestawienie pokazuje, jak wielka jest dysproporcja pomiędzy aktywami i pasywami obu krajów w relacjach z USA. Dodać do tego należy także niebagatelny fakt. D. Trump ma pełną świadomość tego, iż w jego walce o reelekcję głosy Amerykanów żydowskiego pochodzenia nie będą miały dla niego praktycznie żadnego znaczenia. Czegokolwiek by nie zrobił, to zdecydowana większość tych wyborców i tak będzie głosować na jego demokratycznego rywala. Odwrotnie ma się rzecz z wyborcami pochodzenia polskiego. To bowiem przejście bardzo wielu z nich w tradycyjnie demokratycznych stanach do obozu republikańskiego, dało mu zwycięstwo wyborcze. To potężny argument, którego wartości władze polskie niestety nie potrafią sobie ciągle dobrze uświadomić.

Trump decyzją o przeniesieniu ambasady USA do Jerozolimy dał Izraelowi i lobby żydowskiemu maksimum, poza które jego administracja już nie wyjdzie. Ameryki nie stać dziś bowiem na dalsze drażnienie swoich arabskich aliantów z Arabią Saudyjską na czele czy – zwłaszcza – z nieobliczalnej Turcji. Musi więc wręcz demonstracyjnie pokazywać, iż nie we wszystkim będzie żyrować poczynania Izraela.

Trzeba koniecznie zwrócić również uwagę na fakt, iż dla zdecydowanej większości amerykańskiej opinii publicznej problem polsko – izraelskiego spięcia w ogóle nie istnieje. Poza ekspozyturą najbardziej antypolskich środowisk żydowskich a więc „New York Timesem”, nikogo to właściwie nie interesuje. Nie ma zatem co wierzyć w narrację, o wszechpotężnym poparciu dla izraelskich pretensji w Ameryce. Jest raczej wręcz odwrotnie.

To wszystko stwarza dla Polski dobrą koniunkturę.

 

Odwaga, a nie kunktatorstwo

 

Z pewnością większość polskich reakcji na wywołaną przez Izrael aferę znamionowała ciężka panika. Zwłaszcza prawicowe portale internetowe, zamieszczające nieprzemyślane komentarze na gorąco, podgrzewały bez potrzeby atmosferę. Co ważne, strona polska od początku rozpoznała trafnie izraelskie intencje i nie miała wątpliwości, iż prawdziwym celem uderzenia były kwestie finansowe. Skoro tak, to trzeba wykorzystać izraelską zachłanność do tego, by doprowadzić do zasadniczej przebudowy naszych relacji z tym krajem, a zwłaszcza z żydowską diasporą. Skoro Izrael z taką lekkością odrzucił współpracę ze strony jednego z nielicznych prawdziwych aliantów, licząc że brutalnym atakiem wymusi uległość Polski, to trzeba zbudować nowe relacje na innym gruncie. Polska bowiem, dla zabezpieczenia swoich wyjątkowych relacji z USA nie może sobie pozwolić na podobnie brutalne traktowanie Izraela. Może jednak swoją twardością radykalnie ograniczyć dalsze antypolskie w swej istocie poczynania tego kraju.

W pierwszym rzędzie Polsce paradoksalnie opłaca się utrzymanie napięcia, bo otwiera drogę do wzmożonego eksploatowania kwestii wyłącznej niemieckiej odpowiedzialności za Holokaust. Już podniesienie kwestii reparacji od Niemiec, obaliło budowaną od półwiecza przez Niemców narrację, o polskim nazizmie. Obecne zamieszanie już także zmusiło ich do przypomnienia światu, że to oni byli twórcami obozów zagłady i odpowiadają za Holocaust.

To co jednak jest istotne, to uświadomienie poprzez skoncentrowaną kampanię prowadzoną przez władze polskie oraz siły społeczne, że 75 lat temu nikt na świecie nie miał wątpliwości co do tego, że Polska i Polacy byli taką samą ofiarą Niemców jak Żydzi. Zamiast obciążenia Holocaustem, co przecież przekłada się na postrzeganie Polski fundamentalnie, możemy zbudować dodatkowe atuty i wygrywać je na różnych polach.

Z tego punktu widzenia wydaje się że skierowanie przez prezydenta Dudę ustawy o IPN do Trybunału Konstytucyjnego i zajmowanie się przez tenże sprawą przez kolejne miesiące, utrzyma naturalnie potrzebne nam napięcie, dając szansę na wzmożoną ofensywę naszej narracji w wymiarze międzynarodowym. Tu jednak ważne jest zrozumienie zwłaszcza przez rządzących, że działania te muszą być prowadzone nie w studiach TVP Info i na prawicowych portalach internetowych, ale w Nowym Jorku, Londynie, Paryżu, Berlinie, etc.

Kwestia druga to pieniądze. Poza dyskusją pozostaje polskie stanowisko, że nie ma żadnych powodów aby w ramach ustawy reprywatyzacyjnej organizacje żydowskie uzyskały jakiekolwiek preferencje względem Polaków. Trzeba zdecydowanie podnieść na terenie międzynarodowym, uprzedzając ewentualne kolejne ataki, że Polska została zniszczona przez Niemcy oraz sowieckich „wyzwolicieli”. Że z tych zniszczeń musiała się podnieść samotnym wysiłkiem, bo nie było jej dane skorzystać z planu Marshala, z którego obficie korzystali choćby ci którzy wojnę wywołali, albo byli sojusznikami niemieckich zbrodniarzy. Większość majątków żydowskich przejęło państwo niemieckie albo funkcjonariusze tego państwa bezpowrotnie je zniszczyli. Żydzi polskiego pochodzenia i ich potomkowie, podobnie jak Polacy stali się ofiarą niemieckich działań, nie ma zatem podstaw aby dzisiaj państwo polskie kosztem swoich obywateli, rekompensowało wyłącznie organizacjom żydowskim ich nie poniesione straty.

Natomiast wychodząc naprzeciw oczekiwaniom żydowskim, Polska powinna zadeklarować poprzez swoich najwyższych przedstawicieli, iż jest gotowa przekazać potomkom Żydów polskich 20-25 % reparacji należnych nam od Niemiec. Taka deklaracja zmusiłaby i Izrael i środowiska żydowskie do otwartego opowiedzenia się, czyim sojusznikiem w staraniach o swoje roszczenia są w rzeczywistości. Zakładając iż w tym wypadku zachowają się nie tylko racjonalnie ale i moralnie, przyłączą się oni do naszych starań, przez co uzyskają one zupełnie inny wymiar.

 

Jeśli władze polskie będą postępować rozważnie i odważnie, mamy szansę odwrócić szkody sprowadzone na Polskę przez elity III RP i wcześniej PRL. Więcej takich szans może już nie być.

 

 

16 przemyśleń nt. „ZAPOMNIANY HOLOCAUST

  1. To naprawdę genialny tekst. Dobry punkt wyjścia do większego opracowania. Może Pan spróbuje profesorze.

  2. Pytajmy głośno, co dla swoich braci zrobił w czasie wojny Światowy Kongres Żydów i inne organizacje amerykańskich Żydów. Ci co to teraz wyciągają łapy po pieniądze od nas.

    1. Tylko żeby nie robić tego w Warszawie, ale własnie w Nowym Jorku czy w Waszyngtonie. Bo tylko wtedy ma to sens.

  3. Pełna zgoda. Trump całe swoje życie biznesowe musiał spędzieć na walce z Żydami. Nie było łatwo ogrywać ich w Nowym Jorku w ich branżach. On naprawdę nie ma powodów by ich wspierać, bo oni nigdy go w żadnych wyborach nie poprą.

    1. Na pewno nie było mu się łatwo przebić i na pewno nie zrobił tego dzięki nim. Więc swoje musiał przejść.

  4. Polscy liderzy wykrzykują swoje mądrości tu na miejscu. A ma Pan rację, tę walkę trzeba toczyć w Nowym Jorku czy Londynie. Ale tam tych ” bohaterów” nie ma.

    1. To prawda, jakoś trudno ich posłuchać na ważnych konferencjach i imprezach w tych miejscach. Tylko Premier potrafił stanąć wobec tego hejtu twarzą w twarz. Szkoda że tylko on, że nawet ci nasi pożal się Boże dyplomaci, kryją się w swoich ambasadach i jedyne co robią, to każą swoim tłumaczom pisać sprostowania do gazet. Tak to działa niestety.

  5. Mija już kolejny tydzień tej awantury z Żydami, a :
    – Instytuty Polskie na świecie w liczbie 22 milczą,
    – Instytut Mickiewicza milczy,
    – placówki PAN w świecie (koło 10) milczą,
    – Polska Fundacja Narodowa milczy,
    – IPN milczy
    o „aktywności” polskich dyplomatów nie wspominając.
    Co ludzie „mielą” rocznie przynajmniej miliard zł., a jak przychodzi co do czego, to ich nie ma.
    Internauci bez pieniędzy zrobili więcej, niż ci spece.

    1. No cóż, problem polega na tym, że to nie są wszystkie instytucje które biorą pieniądze za nic nie robienie.

  6. Niejaki prof. Żbikowski z ŻIH już od kilku lat otwarcie głosi tezę, że Polacy w czasie wojny zamordowali więcej Żydów niż ich uratowali. Teraz pracuje nad tezą, że Żydzi w gettach i obozach znajdowali schronienie przed Polakami. Jak czytałem Pański tekst sprzed prawie roku, to pukałem się w głowę że to brednie. Teraz to staje się rzeczywistością. Strach Pana czytać.

    1. No niestety. Tylko dziwić może to, że obóz rządzący nie dostrzegał tego do tej pory. Bo przecież cały ten fałsz nie pojawił się kilka tygodni temu.

  7. Śmieszni są ci goście z PiSu, kiedy mówią że zrobią superprodukcję filmową o Pileckim i cały świat zrozumie, jak było naprawdę. Najlepiej za 100 młn. zł. Tylko zapominają mądrale, kto decyduje o dystrybucji takich filmów i czy ci dystrybutorzy im to puszczą. Jak to działa to było widać przy okazji filmu o Żabińskich. I nawet jak już inni zrobili za nas film, to nie zrobiliśmy nic żeby go w jakikolwiek sposób wspomóc.

    1. To było żenujące, że nawet w Polsce ten film szedł bez mała po kryjomu. Bo jak zwykle w takich sytuacjach, środowisko michnikowskich „krytyków filmowych” zasypało „recenzjami”, że to słaby obraz. A teraz zamiast podjąć na nowo promocję tego obrazu na świecie, to słyszymy wciąż kolejne brednie o naszej „superprodukcji”. Tak, zgadzam się, że będą to pieniądze wyrzucone z błoto, bo rzecz całą padnie na dystrybucji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>